bóg jest dziś księgowym
w pustym biurze parafialnym
przesuwa palcem
po kolumnach naszych ubytków
starość to nie jesień
raczej awaria —
stawy skrzypią
jak zawiasy w bocznej nawie
modlitwa stała się nawykiem żucia
słowa nie przebijają się
przez sufit z dykty
patrzę na dłonie —
to sine pustkowia
które już niczego nie ogłaszają
prorocy milczą
nie mają zasięgu
w tej piwnicy pełnej ciał
gdzie świeci tylko
neon exit
nad drzwiami do kostnicy
nie ma w tym tragizmu
jest uporczywa nudność
anioł pański zwiastował nam
artretyzm i lęk przed schodami
zbawienie to mit
czekamy aż ostatni bezpiecznik
zgaśnie
świat milknie
zostaje tylko ciche kliknięcie
wyłączanego termoforu