kiedyś chciałem
żeby życie trzeszczało
pod każdym krokiem
ale niosło dalej
żeby stawiało opór
tam gdzie myliłem siłę
z hałasem
i ustępowało tyle
bym nie musiał oddać
niczego naprawdę
pragnienia były wtedy
niedokładne
brałem je
jak narzędzia po kimś
kto odszedł przed świtem
dopiero później zobaczyłem
że można nimi
otworzyć człowieka
albo go uszkodzić
miłość nie umiała jeszcze
zostać po kłótni
stała za blisko drzwi
ja też
nie umiałem przepraszać
potem lata
przesunęły we mnie próg
tam gdzie chciałem
przejść wyprostowany
musiałem pochylić głowę
miłość też
zmieniła miejsce
zeszła z ust
do zdania
zatrzymanego w gardle
dziś mniej chcę
zdobywać
więcej
nie uszkadzać
wiek nie odbiera pragnień
tylko wyjmuje z nich
metal
zostawia rękę
która pamięta pukanie
ale nie dobija się już
do zamkniętych drzwi