on układa dzień
z rzeczy które nie kłują
fotel stoi pod kątem
a drzwi są domknięte
na szerokość dłoni
jeśli coś się przesunie
pęka powietrze
nie płacze od razu
najpierw całe ciało sztywnieje
jak przy nagłym zimnie
trzymam ręce przy sobie
czekam
aż sam przyjdzie
jego głowa uderza o moje ramię
raz
drugi
sprawdza czy nie znikam
nie znikam
nie mówię tego
bo głos jest duszący
zostaję w miejscu
żeby miał gdzie wrócić
kiedy zasypia
oddycha poszarpanie
jakby po długim biegu
cały dzień pilnował granic
prowadzę dłoń nad jego plecami
nie dotykam
i wtedy wiem
miłość nie jest czułością
jest trwaniem
w tym jednym miejscu
gdzie świat go boli