niezmiernie ciebie pragnąłem
nigdy nie protestowałaś
zwyczajną moją nieśmiałość
całusem słodkim przerwałaś
poznałem miejsca nieznane
delikatny powiew wiatru
przeszył ciała łapczywość
smuga policzki kochanków
jednością chciałbym pozostać
kierunki nowe odkrywać
mapę na ciele wskazujesz
zasłonę ciemności zrywasz
żagiel oddechem powstaje
azymut dawno obrany
i płynę znając kierunek
a ty prowadzisz do raju