U kresu dnia cienie kładą się dłużej,
Słońce znika, nie prosząc o oklaski,
Coś się kończy – ale jak to nazwać?
Horyzont staje się cienką nitką.
Yzop nie pachnie już tak mocno,
Łąka powoli wyzbywa się kolorów.
Każdy liść spadając, coś mówi,
Umiera w ciszy, nie łaknąc uwagi.
Lecz serce pamięta ciepło,
A w nim tkwi obietnica –
Te chwile miłości znów wrócą,
Ale nie dziś, nie teraz, nie tak samo.