było nas dwunastu
plus jeden na wagę srebra
(dodaj na zawsze)
kiedy uzdrawiałeś ślepych
ja zbierałem ich wzrok jak monetę
aż przepełniłem trzos
i zobaczyłem za dużo
nazywali cię mesjaszem –
ja tylko myłem kubki po winie
w którym tonęły słowa
(a moje wypływały puste)
czy byłem kartą w twojej grze?
cieniem w przypisie psalmu?
a może ogniwem łańcucha
dźwigającego niebo nim pękł?
kochałem cię jak się kocha brata
którego imię zmieniają w tytuł
a twarz – w witraż
nie chciałem zbawiać świata
chciałem zbawić się od bycia tłem
ty wybrałeś krzyż
ja – pęknięcie w kielichu
które wypełniła cisza i przeciekło
amen
(kamień w miejscu serca)