kapie ze mnie noc
tłuszczem z ciała po spowiedzi
na języku sól
modlitwa gnijąca w gardle
cisza drapie powieki
światło nie wraca
a dusza ślizga się
na zimnym kamieniu
pachnie spaloną wodą
ciało drży
jak puste naczynie
w środku dudni mięso
łup
łup
ktoś bije we mnie pięścią
klękam w ciemności
nad sobą jak nad ścierwem
i krzyczę amen
żeby przestało