stoję w progu i milczę
noc jest sucha
powietrze drapie jak wełna
stół czeka
krzesło pamięta ciężar
mówię szeptem do pustki
żałuję za swoje troski
za gasnące słowa
za kroki które wracały
za twarz w lustrze gdy bladła
chcę zacząć od ciszy
od wody w dłoniach
od twardego chleba
niech ranek będzie trzeźwy
niech uczy prostych kroków
jeśli jeszcze umiem
położę dłonie na sercu
i zostanę