ktoś przez mikrofon
zachwalał Boga –
głos niósł się daleko
jakby miał prawo pierwszeństwa.
mówił o sensie,
o porządku,
o tym, co nad nami.
za nim stała pustka
zbyt równa,
żeby była przypadkiem.
szedłem.
i nic się nie składało.
zaśmiałem się
odrobinę za głośno.
uniosłem rękę –
środkowy palec
wyciągnięty
jakby miał dosięgnąć Boga.
nikt nie odpowiedział.
na chwilę
zrobiło się cicho.
całkiem cicho.