na końcu osiedla
autobus odetchnął spalinami
kierowca wysiadł
i splunął pod koło
jakby oddawał miastu
wczorajszy dzień
pod wiatą
chłopak w bluzie
grzał kebab w dłoniach
dziewczyna śmiała się
do telefonu
tak głośno
że gołębie
przeszły pod monopolowy
w reklamówce
niosłem chleb
i proszek do prania
na tablicy migotało
opóźnienie
wiatr przesuwał pety
po chodniku
jakby liczył
kto jeszcze
ma do czego wracać