W sadzie zakwitły jabłonie,
zapach jaśminu we włosach,
spletliśmy swe drżące dłonie,
Pamiętasz? Po sianokosach.
Śpieszę za twoim uśmiechem,
przez łąki nigdy nieznane,
szczyty jedwabne oddechem,
zdobywasz sekretem owiane.
Jak anioł skrzydła rozchylam,
w ekstazie wspólnej płoniemy,
ciało gorące otulam,
razem do nieba idziemy.
Tulisz i szepczesz do ucha,
obrazy tak pełne wrażeń,
dla mnie to tylko otucha,
to antrakt w teatrze marzeń.