czasem bywają smutne dni
gdy oburzenie wygrywa
spojrzeniem odwróconym szły
demony by godność zrywać
szkicując ciemne obrazy
siedzę wtulony w marzenia
by myśli skryte wyrazić
odgonić mroczne pragnienia
zrywam ponure zasłony
ciemności mówię dobranoc
pragnę jasności pokłonić
potrzeby idące za mną
zabijam ostatnie myśli
spoglądasz wzrokiem jaskrawym
koszmar ponownie się przyśnił
uśmiechem szepczesz — kochany