Kategorie
Post

ugrzązłem struchlały zabłoconym strachem

zostały tylko posrebrzane sztućce
zdarłem resztki wyczerpanej łyżeczki

ślubny prezent od wujostwa Kwasigrochów

ogień w piecu dogasał śpiewając kołysankę
zwęglonych jasnozielonych drzewców
dopchnąłem rdzewiejącym pogrzebaczem
ucichli idealnym trafieniem w potylicę

wichura wstrząsała spróchniałymi okiennicami
sowa wyraźnie krzyczała „przyjdź, przyjdź”

Marysia nie wracała kilka godzin z wygódki

pies wpatrywał się na mnie dziko ujadając
wyraźnie zauważyłem coś między jego uszami
wystraszony zatłukłem go tępą motyką

wypatrywałem Marysi

leżała przy stodole w kałuży krwi
zauważyłem uciekającego chochoła
błysk zakrwawionej siekiery
pożółkłe krzywe zębiska

wczoraj tylko prosiłem stój tutaj
chroń moje różane krzewy