Ponownie rozbijane butelki,
niewielka iskierka tonie,
siedzę cicho nie wiedząc z kim,
miłosny ogarnę płomień.
Łagodnie szepczesz do ucha,
nie bój się, idź za płomieniem,
obawiam się i pragnę słuchać,
pożegnać wieczne cierpienie.
Olbrzymi strach przed katem,
może cicho jednak przysiądę,
szkło z rozbijanych butelek,
przebija resztki wspomnień.
Budzisz we mnie nadzieję,
odchodzi przerażenie miły,
ryzyko wielkim pragnieniem,
miłość marzeniem prawdziwym.
Przytulasz moje marzenia,
nigdy ich nie poznałam,
podążaj za mną do końca,
nadziejo — duszy i ciała.
Od autora:
Dla wszystkich kobiet żyjących w grozie,
tęcza powstanie po deszczu wspomnień.