Utknąłem w smutku przejęty,
czerwoną namiętną szminką,
wpatrzony za cieniem weny,
odeszła chyba przed chwilą.
Pobiegłem za nią, krzyczałem,
kolejnej szansy spragniony,
szepnęła lekko zuchwale,
kochałam cię — w tle alkowy.
Kochankowie pieszczą słowa,
zmysły melodię wciąż grają,
wyglądam ciebie przez okna,
duszy — zaklętej w atrament.