Pisałem wiersze za jedno spojrzenie,
błękitne oczy pragnąłem zobaczyć,
o tym marzyłem że kiedyś dostrzegę,
uśmiech na twarzy.
Rude warkocze jak promienie słońca,
kusiły blaskiem gorączkę zwiększając,
ognistych wierszy gdzie dusza spogląda,
w moją nieśmiałość.
Czekałem długo na jakąś odpowiedź,
wiersze spłynęły gorzkimi już łzami,
niczym motyla skrzydełko kolorem,
w otchłani siatki.
Próżne rojenia włóczęgi w marzeniach,
słowa cudownym uczuciem spisane,
podpis anonim złudzenia rozwiewał,
teraz i zawsze.