Gnębić zaczyna okrutne szaleństwo,
rozwiewa pamięć niczym wicher liście,
sklejam fragmenty obrazu pięknego,
rodzina, święta… i twarze szczęśliwe.
Wyblakłe światło co niesie nadzieja
i malownicze pejzaże przeszłości,
całość się miesza i w krzyku zamiera;
nieszczęsnej duszy oblicze przysłoni.
Nie wrócą chwile w umyśle spisane,
ukryte w zwojach tajemnic zamilkły.
Bezsilność męczy lękliwym mirażem,
a łzy obmyły zmarszczone policzki.
Dzisiaj słyszałem odgłosy znajome,
prawdziwe były, czy z pamięci mojej?