Gwar rozbawionych dzieci przynosi poranek,
pod choinką prezenty błyszczą tajemnicą.
W kuchni wyraźny zapach zaczyna rozkwitać,
podzielmy się opłatkiem z miłości rozdartej.
Zaśpiewajmy kolędę nim gwiazda bezkarnie
rozświetli ciemne niebo urodą magiczną
i wszystkie nasze troski pozjada zwodniczo
w milczącej bezduszności wykrojony zamęt.
Wszelakie metafory w kontekście udręki,
umierają na deszczu roztopione w pysze,
kiedy próżno myślałem, jaki będę piękny,
a stoję niczym bałwan za oknem… gdybyście.
Wymarzona rodzina w podnieceniu zbędnym,
lepiej zostać sierotą niż świątecznym misiem.