wielkie miasto brudne zaułki gdzie
życie toczy się w morderczym tempie
chodzę po ulicach przetrawiając w ciszy
smak alkoholu w ustach i samotności na języku
życie toczy się w morderczym tempie
chodzę po ulicach przetrawiając w ciszy
smak alkoholu w ustach i samotności na języku
kwintesencja codziennych tragedii
wyblakłe ulotki oszpecone reklamy
tancerki na rurach i zapach taniego seksu
wszystko jest moim codziennym obrazem
w ciasnych barach napełniam kielichy
tanie wino płynie w moje żyły
obce twarze i obojętne spojrzenia
to miasto wszystkich bezlitości chłonie
jest piękno w tym brudnym chaosie
szaleńcza ekstaza i piszczące dziwki
wciąż płonę jak papierosowa iskra
ciągle żyję choć siniaki na duszy noszę
to jest mój świat ulubione miejsce
gdzie pijani poeci obok mnie siedzą
przygarniam nędzę i cierpienie
widzę jak tworzą prawdziwe dzieła
więźniom nie przestaje bić serce
nic nie szkodzi noc jeszcze długa
przez życie płynę łyk za łykiem
na marginesie wolny do końca