przyszłaś dzisiaj wczesnym rankiem
jakby motyl wleciał oknem
nie spojrzałaś w oczy szklane
uciekając nagle wzrokiem
wpadłaś znowu tak na chwilę
kształtny kamień rozbił serce
sto kawałków ciągle kwitnie
uciskając duszę szczelnie
byłaś dla mnie niczym płomień
rozgrzewałaś wszelkie zmysły
o ekstazie już nie wspomnę
kontakt w myślach zawsze bliski
tak rozkosznie już znikałaś
z wielką gracją niosąc ciszę
zakrzywiając ogrom światła
przez wybitą łzami szybę
nie powrócą dawne lata
wszystkie słowa powiedziane
cisza raptem miłość skradła
i przykryła rynną marzeń