Na chodniku kreda
rysuje światy.
Linie i kształty
przebiegają przez szare płyty,
jakby życie miało swoje
proste reguły.
Dziecko skacze
z pola na pole,
liczy, gubi rytm,
śmieje się –
w wyjątkowym momencie,
gdzie wszystko jest
zabawą i powagą jednocześnie.
Dzień już niemłody,
ale uśmiechy lśnią
jak złote nitki w słońcu.
Ktoś
przeszedł obok,
nie zauważył
jak świat zmieścił się w kilku kreskach.
Gdy wieczór nadejdzie,
kreda zniknie,
deszcz zmyje wspomnienia.
Ślady pozostaną
w myślach, w sercach,
tam, gdzie proste radości
trwają dłużej niż obrazy na betonie.