letnim słońcem wstaje nad stawem
wiruje w wodzie jak złote wstążki
pająki tkają sieci z porannej rosy
żurawie powabnie stąpają przy brzegu
szukają skarbów ukrytych w trawie
LIPIEC
mżawką niesie woń świeżych ziół
w oddali nawoływania
gospodarzy w zgrzebnych kapeluszach
od świtu sierpami rżną zboże
i pakują dary ziemi
do obdrapanych czerwienią wozów
PRZYSZŁOŚĆ PRZYNIESIE
w sadzie lśniące jabłka jak rubiny
czekają na małe dłonie spragnione zbiorów
zapach chleba wypełnia sień
jak ciepłe objęcia matki
kwaskowomaślanym urokiem
gospodynie w białych chustach mieszają z uśmiechem
codzienne troski w garncach
spluwając trzykrotnie przez lewe ramię
NA KRAŃCU POLA
stara pszenica składa pokłon
przygnieciona przez wiatr
powiew dziecięcych uśmiechów
przeszył gałęzie
tańczą zmysły w objęciach wspomnień
przeszłość splata się z przyszłością
tworząc obrazy z dzieciństwa
spływają po zmarszczkach łzy
na zamglone powidoki
W SERCU NATURY ODNAJDUJĘ DOM