dłonie zanurzone w ziemi drżały szarpiąc sitowie
jak nerwy pod skórą
słońce wgryzało kruche zbielałe kości
gdy sierp przecinał ciszę
lniana koszulka opadała z ramion
palce błądziły po wilgotnych pośladkach
ciało wsłuchane w pulsowanie żył
po każdym szorstkim ruchu bioder
zapach mchu przenikał lędźwie
wśród mrowień
w zesztywniałym objęciu pożądania
łany kołysały się w rytmie wiatru
czaple nad mokradłem kreśliły skrzydłami rosę
puste spojrzenia unosiły się lekko farbując spłowiały
błękit nieba