za kratami konfesjonału
miłość wbija pazury w skórę
ślady na ramionach znak krzyża
brak krwi tylko blizny
rysują jednokierunkową drogę
oczy jak grzech
palą i kłują
słowa gaszą ostatni oddech
palce zaciskają ostre krawędzie
cisza rośnie pęka zamienia się w krzyk
pod stopami
rozbite hostie
deptane
roztrzaskane bez ostrzeżenia
błysk kaleczy milczy rani
ściskasz dawne świętości w kawałkach
okruchy nadziei pod ciężarem rozczarowań
zostały resztki – marzenia
rozsypane jak proch
to nie modlitwa nie ołtarz
zerwane więzi rwane nitki
chwytasz bliskość ostatnią wieczerzę
gorzki smak dzisiaj jako pokutę