nie chcę drzewa genealogicznego
tam ciężar korzeni rozciąga żebra
w tej rodzinie każdy liść
poszarpany przez wiatr
opada w grzesznej ciszy
chciałbym być świeżym nasieniem
wzrosnąć ze spopielonych kości
gdzie nie znają mojego imienia
gdzie ziemia nie poczuła strachu
a człowiek wzrok podnieść potrafi