noc ciągnie się niczym nitka taniego swetra
każde przekręcenie poduszki tylko ją plącze
światło z ulicy rysuje paski na ścianie
na kształt zatrzaśniętej małej klatki
rozbawiony sąsiad ogląda telewizję
śmiech brzmi jak otwierana lodówka
wypełniona pustą przestrzenią
powietrze w pokoju jest gęste
jakby zapomniano otworzyć okna
myśli osiadają w rogu sufitu
ściskając powoli pulsujące skronie
rano świat wygląda tak samo
lecz w lśniącej ciszy czai się coś
czego nikt nie nazwał imieniem