ziemia ciężko oddycha pod liściem
opadającym jakby zapomniał wiosnę
deszcz przenika chłodne wnętrze gleby
korzenie spijają niezrozumiałe poglądy
w miejscu pękającej kory rodzi się pamięć
ogień wypala ślady dawnej zieleni
dłonie kruszące skały
nie pytają lasów o zgodę
choć krzyk żywicy rozdziera ciszę
światło przesącza się przez konary
jakby szukało w nas blasku
lecz spojrzenie opada zawstydzone
pragniemy wyłącznie tego
co można złamać i uczynić swoim
drzewa trwają niewzruszone
milczą jak niemi świadkowie
tworząc cienie dłuższe niż czas
który mamy by pojąć prawdę
jesteśmy wyłącznie marnym
szelestem w ich wieczności