twój głos brzmi jak modlitwa
lecz to tylko szept
pełen zagubionych słów
czy ja jestem judaszem
czy ty
krzyż na ścianie traci cień
kropla spływa po skroni
rzeźbiąc bliznę w drewnie
pot łza skrawki światła
wszystko zlewa się w jedno
noc pożera spróchniałe granice
ciało moje ciało twoje
splecione spojrzenia
łamiemy je razem
oznaczając każdy dotyk
kolejnym gwoździem
płomień świecy drży pożądliwie
a krucyfiks zdaje się pękać
w zardzewiałym powietrzu
pokornie milczymy
aż zostaje tylko pusty stół
okruchy po ostatniej wieczerzy
i ta cisza
jak płacz trzynastego apostoła