okulary
czasem rzucam byle jak
na stół na parapet
w rozsypanej porze dnia
nie przejmują się tym
znają wszelkie sekrety
postrzegania świata
gdy je zakładam
świat przybiera pozory
kontury kreślą wyraźne kształty
a wewnątrz rodzi się pytanie
czy ostrość
ma prawdziwe oblicze
kiedy je zdejmę
pozwalam sobie na mglistą iluzję
tam gdzie granice
nie ranią
a obce twarze
łagodnieją w cichym rozmyciu
w zaparowanym szkle
tli się odpowiedź
dlaczego tak uparcie chcemy
więcej niż znosi prawda
każdy dzień przypomina
że przejrzystość jest maską
dla brutalnego świata