W „księdze zmierzchu” litery płoną szeptem —
zapraszam gdzie mgła
splata się z sennym oddechem.
W dłoniach z lodowego szkła przynieście
klucz odlany z żaru niewypowiedzianych imion
by otworzyć bramę z cienia i świtu.
Tu lilia wisi w próżni –
zakotwiczona imiennym oddechem—Róża
jej płatki to mapy utkane z westchnień wiatru.
Zwierciadło unosi twarze
rozmyte w drżącym odbiciu
a prawda odbija się w płynnym czasie.
Łódź z księżycowego szkła
płynie po błyszczącej żyłami nocy
wioząc dusze zapisane w ognistych językach.
Każda gwiazda to znak —
wciąż niezagojona świetlana blizna
usta zmienią ją w spopielone wspomnienia.
Przybywajcie!
W „warsztacie symbolu”
przetopimy łzy w konstelacyjny alfabet
a zakurzony wszechświat przemówi runami.
Nie pytajcie o cień tańczący w rogu —
to odbicie skrzydeł śpiącego motyla.