nocna lampka łamie smugi na szybie
jak obietnica bez wyraźnych brzegów
w przestrzeni między wersami
czai się szymborska z ciętymi obrazami
różewicz patrzy na wszystko
jego spojrzenie rozkłada słowa
na atomy bez ozdobnej formy
jedynie sedno i nagi wstyd
herbert w kącie z ironią
prostuje linijki
aby wszystko było klasyczne
a kamień wrócił na swoje miejsce
sosnowski otwiera nieistniejące drzwi
frazy dymią jak refleksyjne niedopałki
wybrzmiewają zapomnianą ciszą
bez niepotrzebnych świadków
a ty czytelniku zbierasz fragmenty
kurzu w świetle późnego popołudnia
próbujesz złożyć coś dla siebie
choć wiesz — wszystko w tej chwili
rozpływa się słodkim oddechem
tlenkiem czyniącym z nas ludzi