głaszczę popiół
w milczącej szarości
gdy niebo wybucha światłem
strząsam
niech wiatr rozproszy cienie
jak obietnice bez powrotu
lecz noc
zaciska iskry pod skórą
wypala znaki na kościach
a moje dłonie
wciąż kreślą twój kształt
w ogniu który nigdy nie gaśnie