Stary Franciszek siedzi na progu stodoły
pali tanie papierosy i liczy chmury
każda ma inny kształt
ale żadna nie przypomina młodości.
Kiedyś krowy wracały same
a człowiek nie musiał tyle myśleć
o podatkach lekarzach –
nogi już nie niosą jak dawniej.
Sąsiad zza płotu znowu krzyczy
ale wiatr gubi słowa między jabłoniami.
Machnął tylko ręką z rezygnacją
czasem lepiej nie słyszeć za dużo.
W końcu wstaje strzepuje popiół
patrzy jak bocian klapie skrzydłami
i mruczy do siebie:
Może jeszcze wróci…