Zmęczony Władek kiwał głową nad kuflem.
Mówił że miał dwadzieścia lat
dziewczynę pachnącą bzem w maju-
dzisiaj sześćdziesiątkę i piwo na kreskę.
Za oknem deszcz układał pacierze.
Na rynku staruszki sprzedawały czereśnie
każda z pestek pamiętała inne lato.
Gołębie wyjadały resztki dnia
jakby był okruchem chleba.
Powiem ci coś – szepnął –
Człowiek całe życie uczy się chodzić
a na końcu i tak wraca na kolanach.
Pociągnął ostatni łyk
a cisza wyrównała rachunek.