Jesteś rtęcią w moich żyłach po północy:
ciekłym srebrem
które pyta
czy światło jest raną
czy blizną na ciemności?
W gardle mam piasek
z zegarów słonecznych –
połknąłem czas
i teraz trawię
kręgi na wodzie.
Twoje milczenie
to próżnia
w której krystalizuję się
na nowo:
diament
złożony z pytań
bez krawędzi.
Wiatr przewraca stronę w płomiennej księdze
cień pisze komentarz kursywą z dymu.
Czy widzisz jak nasze oddechy
wirują w szklanych kolbach?
Miesza się w nich złote pragnienie
z ołowianym strachem –
alchemiczny chór
śpiewający „noli me tangere” *
do ścian laboratoryjnej ciszy.
*nie dotykaj mnie! – Ewangelia (J 20,17)