być może wszechświat pisze wiersze
ale tu dziecko na palcach
rysuje dom ze szklanych snów
droga mleczna – przewrócona solniczka
kometa – zagubiona metafora między wersami
kto odczyta pomarszczone serwetki
albo rytm deszczu stukający w parapet
nawet gwiazdy migocą jak niedopałki
w nieoświetlonej anielskiej kieszeni
czas składa się jak pusta koperta
zaadresowana do nikogo
my piszemy na marginesach
ołówkiem
prowizorycznie
może to tylko planetarny szkicownik
gdzie ziemia jest rysunkiem wyciętym nożyczkami
a my – dopiski w nawiasie
nachalnie próbują
wyjaśnić sens
i tak trwamy –
jak wahająca się kropka po zdaniu
czy spaść w otchłań
czy zawisnąć nad światem
(w końcu czym jest wieczność
jeśli nie grą w chowanego
w której nigdy do końca nie przegrywamy)