noc zapięta w ciasny kołnierz
gęsta od słów które spadły
za wczoraj
w przełyk schodzi stalowy haczyk
jak prąd szarpie wnętrze
patrzę w lustro –
odbicie cuchnie samotnością
szuka mnie w pustych szklankach
znajduje w zimnym kącie
nagość wbija się w ściany
rozpięte ramiona chcą być krzyżem
ale gwoździ zabrakło
tylko pięści w kieszeniach
i serce jak złamany ząb
słyszysz jak noc odpina guziki
i wypluwa mnie o poranku
na bruk
na psa
na cokolwiek co szczeka