Nazwisko — jest.
Data urodzenia — wpisana.
Zgon — potwierdzony
z pieczątką i podpisem.
Rubryki nie pytają
o ulubiony zapach chleba
nawet o to co czuł
na widok złotych liści.
Nie ma miejsca na śmiech
którym zarażał kuchnię
ani na łzę
spadającą gdy umarł pies.
„Bezpotomny” —
piszę.
Choć podobno miał kaktusa
i jednego sąsiada
od którego pożyczał sól.
Teczka zamknięta.
Do regału.
Obok stu innych
bez daty ostatniego tchnienia.