Kategorie
Post

Nocne zejście

Idę po sobie jak po schodach
złamanych w połowie myśli.
Buty mam z bólu
a w ustach drzazga
rośnie z każdym słowem.
W kieszeni —
zmięty papier po wierszu
bo nie chciał krwawić.
Miasto —
martwe zwierzę ze światłami w oczach.
Leżę na chodniku
żeby zobaczyć gwiazdy od spodu.
Ty milczysz
więc mówię sam do siebie
i nie zgadzam się.
Gdy dojdę do dna
zamknę oczy
i powiem
tu.
Tu można zacząć
umierać porządnie.