nie ma jej na mapach
ani w paszporcie
choć kiedyś pachniała jak dym z ogniska
i smakowała chlebem krojonym przez matkę
teraz przychodzi w snach
brudna od błota
z popękaną twarzą
i patrzy
jakby pytała
dlaczego ją zostawiłem
nie umiem powiedzieć
czy to był wybór
czasem mylę z kobietą
śpiewającą po cichu
gdy miałem gorączkę
innym razem
z kapliczką w rowie
albo z mężczyzną
który uczył mnie pluć na odległość
nosiłem ją w butach
z piaskiem z nadmorskich wydm
aż wytarła mi stopy
do kości
teraz boli tylko wtedy
gdy milczę za długo
i wtedy wraca –
nie jako flaga
nie hymn
nie ziemia
ale jedno zdanie
którego już nie wypowiem
bo krzyczało „wróć”
a teraz cicho mówi
„zostań tam”