ojciec pluje słowem
jak w szybę
i łzawię
jestem artystą mówi
śmiech staje mu ością w gardle
eee pierdoły
a ja
siedzę po szyję w tym śmiechu
w kleju nie do zmycia
papier nie parzy
krew nie pyta o zgodę
piszę
bo inaczej zamilknę
a wtedy pokonam siebie
on ma ręce do młotka
ja mam ręce do słów
żadnych mostów nie zbudujemy