piję herbatę z rdzą
na parapecie wróbel bez oka
gazety śpią w kałużach po wczoraj
nikt nie pamięta nagłówków
sklepy pełne światła
bez smaku bez dotyku
w kieszeniach drobne marzenia
spłowiałe na rynku
kobieta w zielonym płaszczu
niesie puste spojrzenia
dzieci uczą się alfabetu ulic
ja niczego się nie uczę
piszę ci między płytkimi wdechami
miasto jest rozdętą torbą na śmieci
której nikt nie wynosi
przyjedź
albo nie przyjeżdżaj
tu się nie umiera
tu się tylko znika