na początku był ruch
między palcem a źdźbłem trawy
przejście bez świateł
a jednak z kimś za rękę
zaufanie – nie słowo
raczej zgoda na ślepą próbę
gdy cisza w nocy
oddycha za głośno
rozbieram cię z imion
aż zostaje samo
jestem
i wtedy
można zamilknąć razem
jakby skóra wiedziała
co nie przejdzie przez usta
patrz – nie uciekam
choć masz w dłoni coś
czym można zabić
albo utrzymać puls