nie mam dla ciebie owoców
zjadły je szpaki
zostawiły tylko pestki
i hałas w liściach
krążę po ogrodzie
jak po cudzym mieszkaniu
nie dotykam niczego
choć wszystko rośnie
wbrew moim dłoniom
miłość
to słowo które spada z ławki
jak kubek z herbatą
stygnie w powietrzu
nie tłucze się
mówiłaś dziś
jaśmin
ale to była kalina
nie poprawiłem cię
czerwiec nie lubi racji
tylko obecność
więc jestem
trochę w cieniu
trochę w twoim milczeniu
i trochę w sobie –
gdzie od dawna
nic nie chce wyrosnąć