mężczyzna kupił żółtego ogórka
sprzedawca mówił
limitowana edycja
miał być żywym dowodem
że dzień naprawdę istnieje
zamiast tego ogórek
skurczył się cicho na talerzu
jak gość w kącie
wpatrzony w ekran
żeby rozpłynąć się
mężczyzna chciał go zjeść
ale usłyszał oddech —
cichy bardziej westchnienie
niż skarga
potem ogórek przesunął się o centymetr
— suchy szelest na porcelanie —
i urósł w rozmiar własnego wszechświata
mężczyzna odłożył widelec
pomyślał że dziś
nie musi być bohaterem
ani nawet główną rolą
w kuchni zapadła cisza
tak gęsta aż niezdarnie
zanurzył się w nią po uszy
i znikł
bez śladu