lubi zostawiać uchylone drzwi
żeby mróz mógł wejść pierwszy
czasem pachnie koniakiem
ze starej trumiennej piwnicy
albo ostrzem noża z kuchni
mówią że grzeje —
i czasem kładzie dłoń na czole
z pozoru ciepłą
nim nagle ściągnie koc na swoją stronę
zostawiając nas skulonych jak winę
śmieje się cicho
kiedy upadają nasze plany
śmieje się głośniej gdy płaczemy
a gdy próbujemy wstać —
podstawia nogę
nikt nie woła jej imienia
a jednak przychodzi
z torbą pełną lodu i szampana
kiedy wychodzi
po cichu jak dym
na stole zostaje pęknięty talerz
i dwa pytania
czy to była chłodna prawda
czy tylko sól
w zranionym sercu