przez pola jak przez dzieciństwo
idzie granat
rozrywa w pół sen kobiety
z kijowskiej dzielnicy
w oknach ptaki są z waty
nie śpiewają
bo noc ma karabin i cel
w zamyśleniu
pod ścianą chłopiec
uczy się śmierci jak alfabetu
a wiersze spadają z niego
jak łuski
kobiety z hostią
nie zdążą do schronu
z ust kapie amen
na śnieg jak gorąca rana
i tylko wiatr — stary świadek
niesie imiona
wypalone w desce
bezdomnego krzyża