zgaszone lampy w oknach
migoczą jeszcze przez chwilę
jak oczy ryb wyciągniętych na brzeg
ulice przestają oddychać
pamiętają ciężar wszystkich stóp
w kanałach krąży echo
zbyt blade by nazwać je głosem
zbyt uparte by pozwolić zasnąć
na rogu starego rynku
przywiązano do ławki obietnicę powrotu
ktoś co noc zmienia jej opatrunki
żeby rana wyglądała świeżo
a cisza –
ona uczy się nowych kształtów
coraz bardziej przypomina człowieka