nikt go nie zapraszał
a jednak jest
wchodzi bez pukania
przez szparę w oknie
przez dziurkę od klucza
niesie ze sobą
zapach skoszonej trawy
albo dym z komina
domu na końcu ulicy
przewraca kartki w książce
otwartej od tygodnia na tej samej stronie
muska policzek jak obietnica
bądź chłodzi kark niczym przestroga
nie ma wspomnień
nie ma planów
jest tylko bytem na granicy
pomiędzy tam a tu
próbowaliśmy go oswoić
nazwać wiatrem
ruchem powietrza
ale on nie ma imienia
przechodzi przez pokój
jak bezstronny świadek
naszych małych dramatów
i wielkich uniesień
znika
a jedyny dowód że był
to ten lekki dreszcz
na skórze