na podwórzu schną prześcieradła
wiatr je wybrzusza nadając kształt ciała
biel kołysze się w rytmie niewidzialnych oceanów
siedzę na progu domu
w dłoniach trzymam garść pestek słonecznika
przebieram drobne wspomnienia
które przychodzą i odchodzą bez kolejki
kot skrada się przez cień winorośli
na jego grzbiecie rozlewają się liście
rzekami biegnącymi w środek nocy
świat jest miękki
rozpina się jak płaszcz
gdzie w każdej kieszeni drzemie inne światło
najcieplejsze trzymam przy sercu
gdy nagle gaśnie wiem ile waży dzień